FOTOGRAFIA – jak zacząć?

Mar 13, 2020 | Praktyczne | 13 Komentarze

Mar 13, 2020 | Praktyczne | 13 Komentarze

NA WSTĘPIE – TO ABSOLUTNIE NIE JEST PROFESJONALNY PORADNIK. TO INFORMACJE DLA OSÓB, KTÓRE ZAJMUJĄ SIĘ FOTOGRAFIĄ AMATORSKO, DLA WŁASNEJ UCIECHY I CHCĄ SPRAWIĆ, ŻEBY TE ZDJĘCIA WYGLĄDAŁY NIECO LEPIEJ NIŻ WCZEŚNIEJ. Podejdźcie do tego z dystansem, bo ja sama nie jestem mistrzynią fotografii, ale dzielę się tym, co już wiem. Start!

Moje początki nie były łatwe. Zaczynałam od selfiesticka i cykania przypadkowych zdjęć gdzie popadnie. Wciąż je lubię, ale raczej nie były miłe wizualnie. Jak to się teraz mówi – nie były instafriendly. Wiecie o co chodzi – stanie na baczność przed przypadkowym budynkiem w Berlinie, kwaśna mina nad oceanem i poucinane części ciała. Przez kilka lat jednak to się zmieniło, między innymi dzięki rocznym zajęciom z fotografii na Akademii Sztuk Pięknych. Mimo, że tych zajęć nienawidziłam i były dla mnie maksymalnie stresujące i czułam się zażenowana przynosząc na zaliczenie najgorsze zdjęcia w całej grupie, to skutkowały zakupem pierwszej (i obecnej) lustrzanki i pożegnaniem się na zawsze z trybem AUTO. Fotografia stała się pasją dopiero, gdy te zajęcia się skończyły a ja po raz ostatni przekroczyłam próg ASP, ale jednak – część informacji w głowie pozostała i na nowo wykiełkowała dopiero dwa lata temu. Jakby nie patrzeć to w chwili obecnej dla mnie świetna rozrywka i spora część podróży. Hej ho, zaczynamy!

SPRZĘT – aparat, statyw.

Jak już wspominałam wcześniej. W posiadanie mojego aparatu weszłam na pierwszym roku studiów, kiedy to porfesor powiedział, że musimy robić zdjęcia w formacie RAW („Co to cholera jest ten RAW???”). Szybki skok do marketu i wzięłam to, co było najtańsze i było NIKONEM i robiło te przeklęte RAWy. I właśnie tak zdobyłam Nikona d5200 i zaskakująco niefajny obiektyw 18-55mm. Wtedy nie miałam pojęcia co to znaczy. Teraz już wiem – taki obiektyw jest do wszystkiego, czyli też trochę do niczego. Nie specjalizuje się w żadnych ujęciach a zrobione nim zdjęcia raczej nie mają specjalnego wyrazu. Jest też po prostu ciemny 🙁

POLECENIA OD WAS: Dostałam kilkaset wiadomości dotyczących sprzętu. Postanowiłam wybrać kilka najczęstszych, ale też w różnych cenowo widełkach. Zdecydowanie królują teraz bezlusterkowce. Zobaczmy co tutaj mamy:

  • FujiFilm xt30 – waży zaledwie 380 gramów! Nagrywanie w 4k, świetna jakość, a do tego stylowa retro obudowa. Cena z obiektywem 18-55mm to ok. 4500PLN
  • SONY a6000 – chyba najczęścije pojawiająca się odpowiedź. Jest to jeden z tańszych bezlusterkowców na rynku. Leciutki, malutki, poręczny, szybki system AF – ustawienie ostrości trwa tylko 0,06 sekundy. Cena z obiektywem 16-50mm to około 2000 PLN
  • SONY DSC RX-100 – cena 1300 PLN
  • OLYMPUS E M10, MARK III – ostatnio wydają mi się bardzo popularne i często słyszę od znajomych podrózników, że pokochali te malutkie olympusy. Niewielkie rozmiary, intuicyjna obsługa, dotykowe ekrany, wymienne obiektywy. Cena z obiektywem 14-42mm to 3400 PLN
  • NIKON Z6 – duża średnica mocowania, więc do matrycy wpada jeszcze więcej swiatła. Jasna fotografia, wysoki zakres czułości. Dużo możliwości, ale nie jest to kompakt. Mi serce bije mocniej, bo jednak ukochałam sobie Nikony, ale cena sprowadza na ziemię. Razem z obiektywem 24-70, f4 kosztuje 10 TYSIĘCY PLN
  • LUMIX GX800 – bezlusterkowiec. Nagrywanie w 4k, odchylany i dotykowy ekran. Malutki, wyjątkowo malutki. W odpowiedziach pojawił się kilkanaście razy – cena to 1300 PLN
  • CANON EOS 7D MARK II + obiektyw 18-135 mm, 5900 PLN

TELEFON – Huawei p30pro – polecam, bo widziałam jakie cuda potrafi zdziałać. Mój biedny nikon przy tym wysiada. Cena telefon to około 2500-3000 PLN

Pamiętajcie, że sprzęt to nie wszystko. Jasne – często lepszy sprzęt daje więcej możliwości, ale gdy używamy tylko trybu auto, to nie ma co inwestować w aparat za 10 tysięcy złotych, bo jego skomplikowane funkcje będą nam tylko przeszkadzać. Wyżej wymienionych aparatów nie znam! Wybrałam tylko te, które pojawiały się najczęściej, z różnych półek cenowych i o różnych możliwościach. Myślę, że w tym zbiorze każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie 😉

O CO CHODZI???

RAW – rodzaj formatu zapisu zdjęć. Zazwyczaj możemy zapisywać w JPG, RAW, lub RAW+JPG. RAW jest dużo cięższy, ale też daje więcej możliwości. Zdjęcia zapisane w RAWIE dają znacznie więcej możliwości jeśli chodzi o obróbkę. Jeśli otworzycie JPG w PHOTOSHOPIE to otworzy Wam się podstawowe okno. Jeśli otworzycie RAW to nagle odkryjecie nowe możliwości – prosty przykład. Jeśli KIEDYŚ będziecie zajmować się fotografią profesjonalnie, to za przesłanie JPGa dostaniecie po pysku.

Gdy robię zdjęcia w trasie to zazwyczaj używam JPG w najwyższej jakości, bo nie chcę zawalać mojego dysku 10 tysiącami zdjęć o tak dużej „wadze”. Ale jeśli mam do zrobienia kilka specjalnych ujęć, to zmieniam na RAW. Polecanko.

OBIEKTYW, CZYLI CO TO ZA NUMERKI? Wytłumaczenie wszystkich informacji, które znajdziemy na obiektywie, to mógłby być spokojnie osobny wpis. Ale spróbuję ująć tutaj podstawę a po więcej informacji udajcie się do mądrzejszego źródła.

  •                 Ogniskowa – im dłuższa ogniskowa tym węższy kąt widzenia. Im krótsza tym szerszy kąt możemy uzyskać. Ogniskowa wiąże się też z zoomem. Czyli na przykład jeśli mamy ogniskową 35-70mm a w drugim obiektywie ogniskową 70-140mm to teoretycznie zoom jest identyczny (dwukrotny), ale w praktyce będziemy widzieć bliżej i wężej w tym drugim. I ten drugi obiektyw będzie też większy. Ja używam obiektywu 18-55mm, który widzi mniej więcej jak ludzkie oko i jest okej dla amatorów.

                24 – 35 mm – obiektyw szerokokątny, czyli pozwalający nam na fotografowie dużego obszaru wokół, gdy nie mamy możliwości cofnięcia się. Oddają obraz realistycznie, więc przydają się w wielu sytuacjach.

                45 – 50 mm – tu już obiektyw działa podobnie jak oko ludzkie. Taki obiektyw nadaje się do fotografii ulicznej, bo ma na przykład duże rozmycie tła.

                70 -105 mm – teleobiektywy. Używamy ich gdy chcemy np. odciąć portretowaną osobę od tła. Tylko ona i tyle.

                105 – 400 mm – to juz się pewnie domyślacie, że zoom jest spory. Taki obiektyw jest okej, gdy chcemy fotografować zwierzęta, piłkarzy na boisku.

  •                 Przysłona – czyli oznaczenie z literką f. Im mniejsza wartość podana przez producenta, tym obiektyw jest jaśniejszy a to ważne dla tych, którym zależy na szybkich ujęciach, np. sportowych. Ale to stanie się jasne, gdy dojdziemy do wytłumaczenia ustawień w trybie manualnym.
  •                 Przekreślone kółko – po prostu średnica obiektywu. Potrzebne, gdy chcemy kupić filtry, dekielki i tak dalej.
  •                 II – dwójka na obiektywie oznacza, że jest to nowsza wersja obiektywu, który wyszedł wcześniej.

NIE NA AUTOMACIE!

Robiąc zdjęcia na automacie nie uchwycicie tego wszystkiego co widzicie i sami ograniczycie możliwości własnego sprzętu i swoje! Automat postara się pokazać wszystko tak, żeby wszystko było widoczne jednocześnie bez obróbki. Dlatego np. niebo będzie prześwietlone, kosztem tego, by widoczny był na zdjęciu ciemniejszy las. Dupa blada i fotograficzna nuda. Mój aparat na automacie jest do niczego.

PRZEŚWIETLENIA.

Lepiej zrobić zdjęcie zbyt ciemne, niż zbyt jasne. Prześwietleń już nie ściemnimy, to jak martwy piksel. Nie odzyskamy już z niego informacji ŻADNYCH. Ale jeśli niebo będzie ładnie widoczne, ale las zbyt ciemny to jesteśmy w eleganckiej pozycji – to co jest zbyt ciemne można rozświetlić w programie graficznym, ale też w granicach. Musimy znaleźć odpowiedni balans.

ISO, PRZYSŁONA, CZAS NAŚWIETLANIA, CO TO WŁAŚCIWIE JEST?

ISO – czyli CZUŁOŚĆ, jak matryca reaguje na światło. Im niższa wartość ISO (ISO 100), tym zdjęcie będzie ciemniejsze i miało mniej szumów. Im ISO wyższe, tym zdjęcie jaśniejsze ale szumów więcej. Czyli na chłopski rozum – niższe ISO jest lepsze dla jakości zdjęcia. Gdy robię standardowe zdjęcia w ciagu dnia na zewnątrz, to ustawiam najniższą wartość (są wyjątki, ale o tym zaraz). Jeśli robię zdjęcia gwiazd, to ustawiam jedną z wyższych, ale wiem, że zdjęcie nie będzie juz takie gładkie i piękniutkie jak w poprzednim przypadku – no ale dzięki temu będą widoczne postaci i gwiazdy.

PRZYSŁONA – czyli takie listki, które kontrolują wielkość otworu, przez które światło pada na matrycę. A na chłopski rozum – im mniejszy otwór, tym zdjęcie ciemniejsze, bo wpada mniej światła. Ale to nie jedyna zależność – im większa przysłona (większa dziura) tym większe rozmycie tła. Analogicznie mniejszy otwór to większa głębia ostrości. To jest nieco pokręcone i lubi się mieszać, ale im mniejsza wartość przysłony (np. f3) tym większa dziura i więcej światła i mniejsza głębia ostrości.

CZAS NAŚWIETLANIA – czyli wybieramy jak długo będzie padało światło na matrycę. Im dłuższy czas naświetlania tym jaśniejsze zdjęcie. I to jest parametr, który ja zmieniam najczęściej, bo jest najłatwiejszy w obsłudze. Gdy zdjecie jest zbyt ciemne, to tylko jednym pokrętłem zwiększam czas naświetlania.

Im dłuższy czas naświetlania tym bardziej stabilna powinna być ręka i kadr (ten ustawiony czas to jest czas między kliknięciem waszym palcem w spust, a dźwiękiem zrobienia zdjęcia). Zrobienie zdjęcia trwa dłużej, więc ruchome obiekty mogą się rozmazać. Kojarzycie te zdjęcia na których jedna postać jest „zamrożona” a osoby na zatłoczonej ulicy są tylko „duchami”? Takie zdjęcie zrobiono na długim czasie naświetlania. Możliwe, że osoba w centrum stała w bezruchu 5 sekund, podczas gdy ludzie szybko się poruszali. A surfer w powietrzu, idealnie widoczne krople wody? Bardzo krótki czas naświetlania!

Jeżeli chcemy zrobić ZDJĘCIE NOCNE z widocznymi gwiazdami to musimy ustawić aparat na statywie i ustawić bardzo długi czas naświetlania. Mój aparat zaczyna ogarniać gwiazdy dopiero przy 12 sekundach. Lubicie nasze foty z gwiazdami? Wyobraźcie sobie jak głupio się czujemy, gdy musimy znieruchomieć na tak długo.

CO TO OZNACZA – zmieniając jeden z parametrów musimy też zmienić jeden lub dwa pozostałe. Jeśli zwiększymy czas naświetlania, żeby zrobić zdjęcie z rozmazanym wodospadem w tle, to musimy też zmniejszyć wartość ISO i/lub zmniejszyć rozmiar przysłony, bo inaczej zdjęcie będzie prześwietlone. Brzmi strasznie, ale wchodzi w nawyk 😉 Sami spójrzcie jak to wygląda w praktyce:

AUTO/M/P/S/A

Co oznaczają te szalone tryby? Auto można odstawić. Jeśli dotrwaliście do tego miejsca, to już możecie odkryć zalety korzystania z trybu manualnego, lub półmanualnego.

  • M – pełen manual. Używam tylko tego trybu, mogę kontrolować każdą z powyższych wartości.
  • P – czas ekspozycji i przysłona dobierane są automatycznie. Zmieniamy tylko ISO. W odróżnieniu od automatu nie podnosi się sama lampa błyskowa. Możemy też zmieniać ekspozycję (im wyżej tym jaśniej)
  • A – aperture, czyli przesłona. I tylko ją tutaj możemy zmienić
  • S – shutter, czyli migawka. W tym trybie kontrolujemy tylko czas naświetlania. (w sumie to taki tryb dla mnie)

HDR (High Dynamic Range) – szeroki zakres dynamiczny, czyli tak jakby zwiększa zakres między jasnymi i ciemnymi elementami na zdjęciu. Na przykład wyobraźcie sobie zdjęcie mieszkania na wynajem, które ma fajny widoczek za oknem. Ciężko jest zrobić jedno zdjęcie, na którym zobaczymy zarówno wnętrze jak i to co za oknem. Ale możemy zrobić np. 5 zdjęć w róznej ekspozycji (np. zmiana w czasie naświetlania) a następnie złączyć je w jedno w PHOTOSHOPIE. I mamy super fote. Ale dlaczego mówię o tym, skoro to bardziej wpis o fotografii podróżniczej? A bo telefony często mają opcję HDR, która elegancko ściemnia to co jasne i rozjaśnia to co ciemne. Ale niestety często wygląda to sztucznie i zmniejsza nasze możliwości w późniejszej obróbce. Na dodatek HDR nie zda egzaminu w ruchliwych miejscach. HDR-owi na telefonach mówię (CHYBA) nie. Jeśli komuś chce się w to bawić w photoshopie, to wybaczam.

KADRY.

I tu wchodzi cały na biało złoty podział (trójpodział). Najprostszy kadr, który sprawdza się w większości przypadków. Polega na podziale kadru na 9 identycznych kafelek i umiejscowienie głownego tematu fotografii jak najbliżej czterech środkowych punktów. (widok takiej siatki można też ustawić na ekranie swojego aparatu/telefonu) Potem możemy uczyć się tę zasadę łamać i tworzyć coraz odważniejsze kompozycje.

HORYZONT: albo proporcja ziemi do nieba 😉 Wszystko zależy od tego, co jest dla nas na fotografii najważniejsze. W momencie fotografowania rozgwieżdzonego nieba, lub pięknego wschodu warto umieścić horyzont u dołu fotografii. W przypadku, gdy teren i niebo są równoważne możemy umieścić horyzont po środku. Analogicznie, gdy najważniejszy jest teren. Pyk!

                SYMETRYCZNE – Fajne, gdy na przykład fotografujemy symetryczne budynki. Te zdjęcia są miłe dla oka, bezpieczne. Ogólnie to ciężko to zepsuć. Osobiście je lubię, dobrze się prezentują w Instagramowym kwadracie, ale raczej nie przyciągają uwagi. Są niestety trochę… nudne.

                DYNAMIKA – mocne kadry z doły, ukosy. Warto czasem się pobawić i można stworzyć coś zupełnie nowego i ciekawego!

CZEGO UNIKAĆ?

  •                 UCINANIE KADRÓW W NADGRASTKACH, na wysokości piszczeli, w kolanach, łokciach.
  •                 PŁASKIE PATRZENIE  – czyli ogarnijcie też tło. Nie liczy się tylko model, bo wtedy mogą wyjść takie cyrki, że z głowy wyrasta Wam poroże z leśnych gałęzi. (przykład niżej, gdy palma tworzy mi z głowy szaloną fryzurę)
  •                 NAJLEPSZE JEST BEZCHMURNE NIEBO – każdy kto próbuje robić zdjęcia w podróży wie, jak ciężko ukleić coś z tej pięknej, słonecznej pogody. Takie słońce to przepalenia, mocne cienie. CIĘŻKO. Lepiej poczekać na złotą godzinę, wschód słońca, albo czekać na delikatnie zachmurzone niebo
  • LAMPA BŁYSKOWA. Po prostu. Dajmy spokój.
  • BRUDNY OBIEKTYW.

POZOWANIE. Czasy zdjęć typu:  „ja tu stanę i się uśmiechnę a ty mi zrób fotę z pomnikiem” już minęły. Takie zdjęcia wydają się sztuczne, przepozowane i nienaturalne. Dla mnie najważniejsze w zdjęciach jest to, żeby nie były zbyt statyczne i żeby odbiorca nie poczuł, że patrzy na wyreżyserowaną scenę.

  • UCIECZKA – mój faworyt zdjęciowy to: #jauciekającaprzedobowiązkami #dorosłościąteż, czyli ucieczka od aparatu. Zawsze wyjdzie to dobrze. Jest to nieco trudniejsze w przypadku walki z ostrością, bo ciężej jest się wbić w dobry moment. Ale o tym później.
  • PODRÓŻUJĄCE PLECY (wg @thetravellingonion)– najbezpieczniej! Kto się nie rozczarował widząc swoje zdjęcie z podróży, gdy przybliżył sobie swoją twarz i zobaczył przymróżone oczy i drugi/czwarty podbródek? Dlatego najłatwiej, najwygodniej, najbezpieczniej jest się do kamery odwrócić i kontemplować widoczek.               
  • RUCH! – zarzuć włosem, zakręć spódnicą, machnij ręką, daj sukience powiewać.
  • STYLÓWECZKI – w to jestem słaba, bo ubrań mam zazwyczej pięć na krzyż. Ale od instagramowych znajomych wiem, że najlepiej ubierać się kontrastowo. Na pustyni czerwona kieca, w niebieskim mieście pomarańczowy t-shirt, na wzorzystym budynku gładki i prosty strój a na Islandii żółta kurtka. Od siebie dodam, że super zabrać ze sobą jeden chociaż „ciuch”, który przyda się wielokrotnie. Dla mnie afrykańskim faworytem była spódnica. +kolorowe chusty, którymi można się bawić w przeróżny sposób.
  • NÓŻKA NA NÓŻKĘ – czyli co zrobić, żeby wyglądać jak rasowa MODELKA Z INSTAGRAMA? Moje główne sposoby to jedna noga do przodu. Albo ręce w górę, żeby brzuch się wciągnął. I skręt w tułowiu. Sory chłopaki, ale taka prawda.
  • MIMIKA – naturalność! Jak Cię boli, to pokaż, że Cię boli. Odstaw na bok sztuczne uśmiechy. Przypomnij sobie śmieszny moment z życia, albo daj się rozbawić fotografowi (to najlepsza metoda).

FOTOGRAFIA ULICZNA:

                W momencie robienia zdjęć na ulicy zazwyczaj ustawiam bardzo krótki czas naświetlenia, bo liczy się dla mnie szybka reakcja aparatu. (o i tu się by się przydał aparat z przysłoną o niższej wartości;)) Życie na ulicy toczy się bardzo intensywnie i czasem dobre ujęcie to kwestia sekundy. Fotografowanie codziennego życia to dla mnie największa zajawka. To tutaj można złapać naturalność, pobawić się kompozycją, uchwycić wyjątkowy moment.

                Czy można fotografować ludzi bez pytania? Często można u mnie zobaczyć portrety. Czy pytam? Czasem tak, ale zazwyczaj NIE. Ale to nie znaczy, że osoba fotografowana nie wie, że robię jej zdjęcie. Nie ukrywam się z aparatem, daję znak uśmiechem i czekam na reakcję. Jeśli sprzeciwu nie ma, to robię zdjęcie. Jeśli ktoś źle reaguje na to, że w ogóle z aparatem spaceruję, to odpuszczam sobie jakiekolwiek zdjęcia, a jeśli już jakieś ujęcie mam to je usuwam lub zostaje ono w moim prywatnym archiwum. W Maroku nawet nie podejmowałam prób, bo Marokańczycy tego nie lubią. Za to w Senegalu i Gambii mieszkańcy sami prosili o portret. Nie publikuję portretów bez zgody spontanicznego modela 😉

JAK ZROBIĆ FOTĘ SOBIE SAMEMU?

                U mnie to ponownie metoda prób i błędów. Pierwszy raz statywu użyłam podczas pierwszej solo podróży do Norwegii. Obecnie używam statywu od TackLife. Jest tani, leciutki, wysoki i stabilny. Miałam do czynienia już chyba z piętnastoma statywami, które często się łamały, topiły na mocnym słońcu, albo przewracały przy najmniejszym podmuchu wiatru. Ale ten jest okej jak na swoją cenę. Ma też uchwyt na telefon.

                No to jak z tą ostrością? Ostrość ustawiam manualnie, na jakimś przedmiocie, który znajduje się tam, gdzie będę ja. Kamień, kępa trawy. Jeżeli powierzchnia jest pusta i gładka to przynoszę na to miejsce np. kapelusz, ustawiam ostrość i stając na tym miejscu dodatkowy przedmiot odrzucam, lub chowam za sobą, albo zakładam na głowę. Z boku wygląda to śmiesznie, ale podobno jak działa to nie jest głupie.

                Samowyzwalacz. Możecie się śmiać, ale ja dopiero od pół roku wiem, że mój aparat ma funkcję serii. Do tego magicznego, październikowego dnia robiłam sobie tylko jedno zdjęcie. Jeden strzał i jedna próba. Nieźle, co? Teraz ustawiam serię pięciu zdjęć co dwie sekundy. Można się poczuć jak na sesji z Marcinem Tyszką.

                Opcja numer dwa to pilocik. Na tyle wygodne, że nie trzeba biec jak wariat (co jest momentami niewygodne a nawet niebezpieczne), tylko spokojnie stanąć na swoim miejscu i uruchomić aparat pilotem. Nie używałam nigdy. Jak wszędzie są plusy i minusy. Tutaj minusem jest to, że ciężko ten pilot sprytnie schować, żeby nie było go na zdjęciu. A plusem brak pośpiechu i lepsze wyczucie momentu, w którym zdjęcie zostanie PSTRYKNIĘTE. O!

                JAK NIE CZUĆ SIĘ PRZY TYM JAK DZIWAK? Tej sztuki nie opanowałam. Wciąż brak mi odwagi do robienia sobie zdjęć, gdy ktoś to widzi. Nieważne czy ze statywu, czy gdy robi to zdjęcie ktoś. Ale dzięki tej modelkowej nieśmiałości nie muszę się martwić, że ktoś mi podwinie aparat i nie muszę usuwać ludzi z tła. Kilka razy udało mi się zrobic miejskie zdjęcie, ale wtedy ustawiałam aparat w takim ukryciu, bez użycia statywu, że raczej nikt nie wiedział co się dzieje:

WISIENKA NA TORCIE – OBRÓBKA/ SNAPSEED.

Zdjęć z podróży nie obrabiam w Photoshopie. Jeśli tak, to sporadycznie. Nie jestem też fanką presetów, wolę dobierać filtry i ustawienia indywidualnie i nie ujednolicach swoich zdjęć za bardzo. Dlatego używam Snapseeda. Jest łatwy w użyciu, intuicyjny. Przerobienie zdjęcia na stories zajmuje dosłownie 20 sekund, a na profil tylko kilka minut. Snapseed zapisuje poprzednie ustawienia i gdy przerabiam zdjęcia na stories, to mogę szybko wrzucić jeden, ustawiony przeze mnie filtr na wszystkie. A no i ta aplikacja jest darmowa!

                Czy przerabianie zdjęć jest okej? Jasne, że jest okej. Mój aparat bardzo spłyca kolory i robi ciemne zdjęcia. Dzięki obróbce mogę pokazać Wam to co tak naprawdę widziałam będąc w danym miejscu. Mój nauczyciel fotografii mówił (i to chyba jedyne co pamietam), żeby robić zdjęcie tak, żeby potem nie musieć za dużo pracować. Lepiej przemyśleć kadr, niż potem męczyć się w Photoshopie. Poniżej przedstawiam taki mój standardowy proces obróbki.

Więcej informacji o obróbce pojawi się na STORIES. A jeśli minęło już dużo czasu, od dodania tego wpisu, to poszukaj na Instagramie z highlights (@dodoknitter)

Dobra, mam nadzieję, że nie popełniłam tu żadnej gafy. Jeśli to Wam pomogło przemóc swój lęk przed trybem manualnym, to się cieszę na maksa.

Buziaki, dodo.

13 komentarzy

  1. persona.non.grata

    Świetny poradnik 😀 najważniejsze rzeczy w prosty sposób wytłumaczone i zawarte w jednym miejscu 🙂 ogromny plus za fragment Snapseedem 😉

    Odpowiedz
  2. persona.non.grata

    Świetny poradnik 😀 najważniejsze rzeczy w prosty sposób wytłumaczone i zawarte w jednym miejscu 🙂 ogromny plus za fragment Snapseedem 😉

    Odpowiedz
  3. moni

    Dodo jak zwykle nie zadowodna! W końcu ktoś kto wyjaśnił ciemnogrodowi (mi) to i owo!
    Ja kocham robić zdjęcia natury, ale robiłam to tylko i wyłącznie moim Iphonem SE, czyli baaaardzo słaba jakość, szczególnie teraz jak nie robiłam aktualizacji haha.
    Niektóre te zdjęcia po lekkiej edycji są świetne, ale nic z nimi nie zrobię przez jakość. W ogóle one leżą „zakurzone” w galerii bo nie mam ich jak i gdzie pokazać światu..
    Mam nikona ale to zwykły cyfrowy. Jak jadę na szybki trip tylko z plecakiem to go nawet nie biorę bo jest jednak duży… może kiedyś dane będzie mi kiedyś skusić się na jakiegoś „tańszego” bezlusterkowca z listy wymienionej wyżej..

    Tak czy siak, wielkie dzięki Dodo! <3
    Jesteś cudowna 🙂

    Odpowiedz
  4. Carolineez

    Świetny wpis! Aż mam ochotę wziąć aparat i działać 🙂 Bardzo często słyszy się o bezlusterkowcach, czy mogłabyś wyjaśnić w jakiś łatwy sposób czym różnią się one od pozostałych aparatów? 🙂

    Odpowiedz
  5. bedejakwroce

    Dziękuję kochana za ten wpis. Simple the best!!! <3

    Odpowiedz
  6. Aga

    Fajne, super poradnik dla początkujących 🙂 tylko jednego nie rozumiem:
    „Jeśli KIEDYŚ będziecie zajmować się fotografią profesjonalnie, to za przesłanie JPGa dostaniecie po pysku.” – w sensie? żaden fotograf nigdy nie wyśle Ci RAWA, bo to strzał w kolano 😛

    Odpowiedz
    • dodo

      Raczej w tym sensie, że jeśli zrobisz zdjęcie na początku w JPG, a nie w RAW. Przsesłanie oczywiście w innym formacie. Nas na studiach obowiązywał akurat TiFF, ale wszystkie zdjęcia, które wcześniej były zrobione w JPG (przez zagapienie) lądowały w koszu.

      Odpowiedz
      • Aga

        aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, ok 😁😘

        Odpowiedz
    • Karo

      To nieprawda. Studia się różnią od rzeczywistości. Robiłam zdjęcia w JPG dla klientki, kiedy miałam dobre warunki oświetleniowe – obróbka JPG zajmowała mi mniej czasu. Nigdy nie dostałam „po pysku”, bo nie było różnicy. Najważniejsze jest, żeby wiedzieć „PO CO” coś sie robi. 🙂 Jeśli chodzi np. o reportaże z wydarzeń, kiedy zdjęcia trzeba przesłać do jakiejś redakcji „nagwałturety” też nie sądze, żeby ktoś sie bawił w rawy i obrabianie. Wiem, że na wszystkich grupach amatorzy piszą, żeby robić w rawach zawsze i wszędzie, ale szczerze… Uważam, że wszystkie funkcje aparatu są dla ludzi i mogą być używane z głową i nikt nikogo nie zabije. Chyba że inny fotograf na grupie facebookowej 😀 😛

      Odpowiedz
  7. Dorii

    Ale Ci dziękuję za ten mini poradnik, ale jakże treściwy. Posiadam lustrzankę, ale jak sobie pomyślałam, że mam się bawić w te wszystkie ustawienia których nie ogarniam to sobie darowałam i tak leży od pół roku nie używana. Nadszedł chyba czas odkurzenia i przeproszenia mojej lustrzanki.

    Odpowiedz
  8. juliagoesaway

    Podziwiałam Twoje zdjęcia z Gambii – zwłaszcza portrety i zabawy na placu zabaw! Naprawdę przepiękne! Może nadałyby się na jakiś konkurs foto? Myślę, że mają moc!

    Ja zdjęcia też robię bardziej ‚dla siebie’ lub na bloga i głównie z podróży. Format RAW rządzi i to jedyne, czego nauczyli mnie przez 3 lata na ASP 😀

    Super poradnik, taki ‚ludzki’ 🙂

    Odpowiedz
    • juliagoesaway

      Podziwiałam Twoje zdjęcia z Gambii – zwłaszcza portrety i zabawy na placu zabaw! Naprawdę przepiękne! Może nadałyby się na jakiś konkurs foto? Myślę, że mają moc!

      Ja zdjęcia też robię bardziej ‚dla siebie’ lub na bloga i głównie z podróży. Format RAW rządzi i to jedyne, czego nauczyli mnie przez 3 lata na ASP 😀

      Super poradnik, taki ‚ludzki’ 🙂

      http://www.juliagoesaway.home.blog

      Odpowiedz
      • Patrycja

        Świetny wpis, dużo spraw mi rozjaśniłaś. Dzięki!! 🙂

        Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.