Camino de Santiago – jak się przygotować?

Lis 18, 2019 | Praktyczne | 8 Komentarze

Lis 18, 2019 | Praktyczne | 8 Komentarze

CZYM JEST CAMINO?

Camino to szlak pielgrzymkowy prowadzący do katedry w Santiago, w północno-zachodniej części Hiszpanii. W Katedrze tej znajduje się ponoć ciało św. Jakuba Większego Apostoła. Jest to jeden z największych chrześcijańskich szlaków pielgrzymkowych! Sporo pielgrzymów nie kończy jednak swojej trasy w Santiago, ale podąża dalej do maleńkiej miejscowości Fisterra, położonej nad brzegiem oceanu. To miejsce uznawano w starożytności i średniowieczu za koniec świata i to właśnie tam pielgrzymi (lata temu) palili cały swój bagaż i obmywali się w wodach oceanu, na znak zmycia z siebie grzechów i rozpoczęcia nowego, czystego życia. Stąd wziął się również symbol muszli, oznaczający Drogę św. Jakuba. Pielgrzymi zabierali z Fisterry muszlę na znak ukończonej trasy. Dziś najważniejszym dowodem przebycia trasy jest Compostelka, czyli dokument, który można uzyskać w samym Santiago – według niektórych jest to dokument upoważniający do wstępu do nieba. By go otrzymać należy przejść ostatnie 100 kilometrów, lub przejechać na rowerze ostatnie 200. Proste, nie?

DLACZEGO CAMINO JEST WYJĄTKOWE?

Nie jest to pielgrzymka grupowa, tak jak wiele istniejących. Każdy może wyruszyć samodzielnie i przebyć setki kilometrów na własną rękę – zyskując mnóstwo czasu na przemyślenia i duchowe oczyszczenie. To Ty decydujesz skąd ruszysz, ile czasu na to poświęcisz, gdzie się zatrzymasz i ile kilometrów dziennie pokonasz. Na szlaku można spotkać wielu wędrujących pielgrzymów – ludzi z całego świata, których na trasę przyciągnęły przeróżne powody. Obecnie nie wszyscy ludzie pokonują trasę ze względów religijnych – traktuje się to bardziej jako duchowe przeżycie, chęć sprawdzenia siebie, czy symbol zmiany. Dużo osób, które spotkałam borykało się z problemami przeszłości, szukało odpowiedzi na nurtujące pytania, przeżywało na trasie żałobę, lub… chciało po prostu schudnąć.   

GDZIE ZACZĄĆ?

Tradycja mówi, że należy zacząć u progu własnego domu. Jeśli jednak nie jesteśmy szczęśliwcami mieszkającymi w hiszpańskim sąsiedztwie i nie chcemy pokonywać kilku tysięcy kilometrów, to możemy wybrać jedno z wielu miast na kilkunastu trasach i właśnie tam zacząć. Najbardziej popularnym miastem na start jest Saint Jean Pied de Port, skąd możemy rozpocząć Camino Frances. To właśnie ta trasa przyciąga najwięcej pielgrzymów, między innymi za sprawą filmu The Way z Martinem Sheenem w roli głównej. Tę trasę pokonałam również ja, ale jako, że 900 kilometrów wydawało mi się zbyt dużym dystansem na pierwszy raz, to ruszyłam z hiszpańskiego Burgos, aż do Fisterry, pokonując tym samym nieco ponad 600 kilometrów.

I właśnie tak to wygląda – trasę można zacząć dosłownie wszędzie. Wiele oznaczeń muszlą św. Jakuba możecie znależć w Polsce. Oznacza to jedno – podążając za tym symbolem, traficie w końcu do Santiago. Poznałam pielgrzymów startujących z Marsylii, Genewy, czy Mediolanu a polski podróżnik Marek Kamiński wyruszył z Polski – maszerując przez ponad 4 tysiące kilometrów! Ktoś chętny?

PIESZO, ROWEREM, A MOŻE KONNO?

Nie da się ukryć, że najbardziej popularny jest po prostu marsz. Możliwe jest też pokonanie szlaku na rowerze – ja nazywam tych ludzi cwaniaczkami, bo nie da się ukryć, że ich prędkość potrafi zdołować włóczących się w upale pieszych. Dzięki rowerom trasę można pokonać znacznie szybciej i jest to na pewno świetna alternatywa dla osób kochających ruch, ale nie mogących poświęcić całego miesiąca na wakacje.

GDZIE SPAĆ?

Na trasie znajdziemy wiele schronisk (Albergue) dla pielgrzymów. Ich ceny wahają się od 5 do nawet 50 euro (droższych nie widziałam). Niektóre oznaczane są słowem „donativo”, czyli „co łaska” i najczęściej są to placówki prowadzone przez duchownych, znajdujące się obok parafii. Ja korzystałam tylko z tych, które kosztowały mnie maksymalnie 10 euro (w rzeczywistości najwięcej zapłaciłam 7). Udawało mi się na taki tani nocleg trafić co 2-3 dni. Pozostałe noce spędzałam w namiocie.

Warunki noclegowe są raczej dobre – raz tylko trafiłam na miejsce, w którym podobno były pluskwy. Właściciel poinformował mnie, że taki problem miał miejsce i mimo, że schronisko już jest czyste, to dla bezpieczeństwa postanowili zamknąć placówkę na kolejne dwa tygodnie. Na własną odpowiedzialność mogłam z pokoju skorzystać za pół ceny. Ani ja, ani moi towarzysze nie znaleźliśmy ani jednego robala 😉

Pozostałe miejsca, w których nocowałam były zadbane i schludne. Łóżka były czyste, każdy dostawał świeżą pościel. Prysznice tak samo – nie miałam nic do zarzucenia. Pokoje w większości wypadków są dzielone, ze wspólną kuchnią.

KIEDY RUSZYĆ?

Najlepiej tuż przed lub tuż po sezonie, bo wtedy pogoda jest najbardziej łaskawa. Ja jak zwykle na przekór – Camino przechodziłam w czerwcu, oraz w lipcu, gdy słońce dawało najbardziej popalić. Mi – jako ogromnej fance promieni słonecznych  to raczej nie przeszkadzało. Mimo to, najbardziej zaleca się maj lub wrzesień.

ZALETY I WADY SPANIA W NAMIOCIE.

Zaletą na pewno jest fakt, że nie musimy się nigdzie śpieszyć w obawie, że zabraknie dla nas miejsca w schronisku (ostatnie 100 kilometrów jest bardzo przepełnione wędrowcami i często przed południem hostele są pełne!). Można iść tak długo i robić tyle przerw ile dusza zapragnie. Czasem spacerowałam aż do godziny 18, gdy czułam się na siłach. Rozkładałam namiot i cieszyłam się… ciszą. No właśnie. Niektóre ze schronisk bardzo źle wspominam, ze względu na współtowarzyszy. Wiadomo, że po tak dużym wysiłku każdy marzy o odpoczynku, a niestety trafiałam na rodziny z kilkorgiem małych, głośnych dzieci, czy chrapiących-umęczonych. Ponadto o 4-5 rano zaczynają wychodzić z łóżek pierwsi pielgrzymi i od tej pory możemy spodziewać się kilkunastu wybudzeń.

Śpiąc w namiocie mam ten komfort, że nikt mi nie przeszkodzi. Wysypiam się, mogę spać do woli, słuchać muzyki, grać na ukulele i wiele innych. Po prostu – namiot dał mi niezależność.

Wady? Temperatury. Noce naprawdę potrafią być zimne i dać w kość. I to co najgorsze – brak prysznica. W Hiszpanii nie mam raczej problemu ze znalezieniem  źródła lub rzeki, w której mogę się umyć, ale woda jest lodowata. Jeżeli ktoś ma z tym problem, to nie polecam. Kilkukrotnie zdarzyło mi się zapłacić euro, lub dwa za możliwość wykąpania się w jednym z hosteli – warto o to pytać! Innym sposobem jest korzystanie z publicznych basenów – doba w takim miejscu kosztuje kilka euro a nie dość że można naprawdę fizycznie odpocząć to skorzystać z CIEPŁEGO prysznica.

PASZPORT PIELGRZYMA – Credencial

Możemy go nabyć w kilkunastu większych miastach na trasie, lub zamówić przez Internet. Ja zawsze kupowałam stacjonarnie – w Katedrze w Lizbonie i Katedrze w Burgos. Kosztuje on około 2 euro. Po co nam ten paszport? Zbiera się w nim pieczątki, które dostajemy w każdym hostelu, w niektórych barach czy sklepach na trasie. Są one dowodem na to, że faktycznie trasę przeszliśmy, a nie korzystaliśmy z autobusów. Gdy będziemy wyrabiać Compostelkę w Santiago, będziemy musieli ten paszport ukazać. Wymaga się 2-3 pieczątek na dzień. Niestety mój ostatni paszport, był dość pusty, bo nie miałam już ochoty ganiać za znaczkiem i przez to nie chciano wydać mi mojego dokumentu. Na dowód pokazałam zdjęcia, noclegi w namiocie i wyjaśniłam, że moja pielgrzymka wygląda nieco inaczej i raczej nie bywam w miejscach, w których te pieczątki można zdobyć. Panowie pokiwali głową i wręczyli mi Compostelkę z moim imieniem i nazwiskiem zapisanym w łacinie.

Wyrobienie Composteli jest darmowe.

CO JEŚĆ?

Na trasie można trafić na wiele kawiarni, małych knajp, w których dostępne są oferty śniadaniowe, pyszne croissanty, czy hiszpańskie przysmaki. Jeżeli chodzi o tańsze rozwiązania, to można raczyć się w marketach i gotować samemu – to moja ulubiona opcja. Na trasie francuskiej na markety trafiałam co 2-4 dni (2016 rok), więc musiałam nosić na plecach zapasy na kilka dni. Trasa portugalska była w tej kwestii uprzejmiejsza i markety zdarzały się już 2-3 razy DZIENNIE, co było dość wygodne, bo do każdego posiłku mogłam kupić świeże owoce i zimny napój, czy chrupiące pieczywo.

ILE KILOMETRÓW DZIENNIE?

To pytanie zawsze mnie bawi. Przecież nie ma ustalonej ani dolnej, ani górnej granicy! Idziesz tyle na ile masz ochotę! A jak nie masz ochoty iść, to zrób dzień wolny! Ja robiłam od 35 do 50 kilometrów dziennie i jest to naprawdę bardzo dużo – ale jak mówię, mnie nie ograniczał czas. Mogłam chodzić do wieczora i po prostu pójść spać tam, gdzie miałam ochotę, bez obawy, że nie znajdę żadnego schroniska. Większość osób robi od 15 do 30 kilometrów, nie więcej. Gdy wiecie ile jesteście w stanie przejść w ciągu dnia i jak długi kawałek szlaku wybierzecie, to jesteście w stanie ustalić jak dużo czasu na dotarcie do Santiago Wam potrzeba.

Masz problem  z noszeniem bagażu? Na trasie znajdziecie firmy, które oferują przewóz plecaków od hostelu do hostelu. Problem z głowy a raczej – z pleców.

BÓL

Będzie. Ale do zniesienia. Najgorsze jest ruszenie po przerwie, lub o poranku, gdy zakwasy dają o sobie najbardziej znać. Ale odczuwanie bólu to bardzo indywidualna sprawa – ja jestem osobą, której nie przeszkadza AŻ TAK obciążenie na plecach, ale dokucza mi ból kolan. Każdy ma inny organizm, inną kondycję i będzie miał na trasie inne odczucia. Jednak każdy potwierdzi, że najgorsze są 3 pierwsze dni – potem już jakoś… idzie.

SYMBOLE.

Najważniejszym symbolem jest MUSZLA i to nią oznacza się szlak św. Jakuba. Można taką muszlę kupić wzdłuż wszystkich szlaków – bardzo popularne jest doczepianie muszli do plecaka. Pielgrzym powinien też nosić ze sobą długaśny kij, którym będzie wspierać się na trasie. Innym oznaczeniem drogi jest żółta strzałka. Kolejnym symbolem jest noszenie ze sobą kamienia, który powinien być zabrany z domu. Oznacza on grzechy, bóle, ciężary życiowe – powinno się go zostawić przy najwyższym punkcie szlaku. Tak zrobiłam również ja 😉

Pozdrowienie „Buen Camino!” (dobrej drogi) można usłyszeć setki razy podczas jednego dnia i zawsze daję to niesamowicie dużo energii! Uwaga – pierwsze „Buen Camino” powoduje wzruszenie.

CO ZABRAĆ?

Moje „must have” to:

                – maść przeciwbólowa

                – bandaże uciskowe

                – igła, nić, coś na odkażanie w razie pęcherzy (funfact: nie miałam w życiu ani jednego pęcherza)

                – kauczuk – używam go do masowania mięśni

                – ochrona od słońca

                – dobrze dopasowany plecak (według mnie najlepsza waga to 8-10 kilogramów; niestety po dodaniu śpiwora, zapasu wody i namiotu ta waga wzrasta – więc jeśli chcecie podróżować samotnie, budżetowo i nie korzystać co noc z Albergue to nalezy przygotować się na kilka kilogramów więcej. Na trasie portugalskiej mój plecak ważył 14 kilogramów – za dużo!)

BUTY.

Para sandałów i para treków za kostkę to najodpowiedniejsze rozwiązanie, zwłaszcza, gdy wybieramy szlak z elementem górskim.

WODA

Na szlaku jest mnóstwo źródełek z pitną wodą. Ja nosiłam przy sobie zawsze litr, żeby mieć pewność, że woda nie skończy mi się gdzieś po środku niczego. Cóż, zdarzyło się to tylko raz, ale znacznie więcej razy musiałam się pilnować i oszczędzać, żeby tej wody nie zabrakło. Kilka razy pukałam do domów, by poprosić o coś do picia i nikt nie miał oczywiście problemu, żeby napełnić moją butelkę;)

CO JEST WAŻNE?

Najważniejsze jest codziennie rozciąganie. Nie ukrywajmy – przejście +500 kilometrów do duże wyzwanie dla organizmu. Będzie boleć, po prostu. Na moim drugim camino poświęcałam na to znacznie więcej czasu i obyło się bez płaczu – pamiętajcie o tym!

Rutyna – dla mnie była bardzo istotna. Codziennie wstawałam około 6 rano, pakowałam się i ruszałam na trasę. Po 10 kilometrach jadłam śniadanie, po kolejnych dziesięciu lunch, później cisnęłam do końca z krótszą lub dłuższą przerwę na przekąskę. Wieczorem rozciąganie, nauka hiszpańskiego, uzupełnianie pamiętnika i spać! Nuda? A no niekoniecznie. Na trasie spotykałam mnóstwo ludzi, każdy przed każdym się otwierał, opowiadał historię życia. Droga św. Jakuba to droga pełna inspiracji, niesamowitych wrażeń i przyjaźni na całe życie.

MAPA

Mapa nie jest niezbędna. Na trasie znajdziecie dużo broszur, z wypisanymi informacjami o odległościach między hostelami, wioskami, o dostępności sklepów i źródeł z wodą. Obecnie istnieją również aplikacje mobilne pokazujace trasę, informujące o wzniesieniach od pokonania i tak dalej. Ja jednak z nich nie korzystałam.

CAMINO PORTUGALSKIE VS CAMINO FRANCUSKIE

Camino Frances jest zdecydowanie najbardziej popularnym szlakiem. Przyciąga największe liczby pielgrzymów. Jest też najlepiej przystosowany pod względem noclegowym. Trasa jest bardzo malownicza, dzika, prowadzi przez maleńkie wioski i przepiękne wzgórza. Lasy są tam rzadkością tak samo jak duże supermarkety. Za to ludzi można spotkać naprawdę MNÓSTWO.

Camino Portugalskie jest bardziej industrialne. Często prowadzi przez obrzeża miast, ale dzięki temu możemy zaznać nieco cywilizacji i skorzystać z dobrodziejstw sklepów, w którym dostaniemy wszystko, czego nam potrzeba. Gdy trafiamy do miejsc spokojniejszych, to bardzo często są to lasy. Dużą zaletą jest zacienienie i niższa temperatura, ale możemy zapomnieć o pięknych panoramach. Sytuacja zmienia się za Porto, gdy zejdziemy na szlak Camino da Costa. Wtedy będziemy podziwiać przepiękne wybrzeże i cieszyć się chłodnymi powiewami wiatru. Ten odcinek jest cudowny! Camino Portugalskie nie jest bardzo popularne. Na trasie od Lizbony do Porto spotkałam maksymalnie 20 osób.

8 komentarzy

  1. juliagoesaway

    Znam kilka osób, które przeszły ten szlak, ale ja chyba osobiście wybrałabym sie rowerem, bo iść tyle to dla mnie zbyt mozolne 😛

    Odpowiedz
  2. Ola

    Ja wprawdzie nie przeszłam Camino, tylko zwykłą polską pielgrzymkę do Częstochowy, ale to też było około 600 km, ponieważ szłam z drugiego końca Polski. Pamiętam ten ból po ponad 30 km zrobionych pierwszego dnia i chęć powrotu do domu, ale się zaparłam i szłam dalej (oczywiście ze swoją grupą pielgrzymkową). W bólu, deszczach, burzach, upałach, błocie, przez lasy i pola. Czasem śpiąc u ludzi na kompletnych wsiach, gdzie był tylko wychodek na dworze, a czasem w normalnych warunkach. Wtedy mówiłam, że nigdy więcej, chociaż było to niesamowite przeżycie i świetna przygoda. Jednak po Twoim wpisie nabrałam ochoty żeby przejść Camino, może mi się kiedyś uda.

    Odpowiedz
    • Ania

      Przydatny post!🤗😊 Ja planuje camino del norte. Ile zajęło Ci przejechanie autostopem z Polski do poczatku trasy camino?

      Odpowiedz
      • dodo

        Około 3-4 dni 🙂

        Odpowiedz
  3. Justyna | Wspinajka

    Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem przejścia Camino. Chcę iść od drzwi domu, czyli z hiszpańskiego Logroño, w którym mieszkam. Twój artykuł to kolejny „znak” z internetu, ze chyba już czas 😅

    Odpowiedz
    • Kaś

      Który szlak portugalski przeszłaś? Wiem, ze Ty nie miałaś nigdy „niebezpiecznych” przygód podczas camino i podróży (oprócz tej kradzieży z początku), ale czy słyszałaś coś od pielgrzymów/gospodarzy o bezpieczeństwie na trasie? Możliwe, ze właśnie sama się wybiorę w lipcu trasa portugalska brzegiem oceanu i jestem ciekawa co i jak 😊

      Odpowiedz
      • dodo

        Cześć! Szłam od Lizbony, omijając Fatimę, do Porto a potem do Santiago i Fisterry. Moi znajomi robili szlak aż od Sagres. Żadnych problemów na trasie 🙂

        Odpowiedz
  4. Ewelina

    Marek Kamiński wyruszył z Kaliningradu, nie z Polski. Dokładnie spod grobu Immaneula Kanta, to było dla niego bardzo symboliczne! Wybieram się na trasę portugalską w lipcu. Nie mogę się doczekać, a jednocześnie obawiam się, czy wszystko wypali… Dziękuję za wpis, będę do niego zaglądać przed wylotem do Porto. Pozdrawiam

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.