Ulubione dzikie noclegi w Europie. Cz.1

Lis 1, 2019 | Europa | 1 komentarz

Lis 1, 2019 | Europa | 1 komentarz

Spać na dziko uwielbiam – noclegi w namiocie lub pod gołym niebem nie są tylko czymś, co zaspokaja moją potrzebę dostarczania adrenaliny, ale też zapewnieniem najcudowniejszych doświadczeń. Bo nic nie równa się przyglądaniu gwiazdom w ciszy, wsłuchiwaniu się tylko we własny oddech i świeżości, jaką czuje się po rześkich godzinach w śpiworze. A poranki? Widoki na góry, zatoki, wysokie klify, poranne spacery, śniadania, czas na notowanie w pamiętniku. Jest to coś co zdecydowanie kocham. Ten post to zbiór moich ulubionych nocy i najpiękniejszych, często zaskakujących poranków.

PRZY URWISKU

Był rok 2014 i razem z moją przyjaciółką po raz pierwszy przemierzałyśmy Europę. Byłyśmy w Hiszpanii, kraju znanym z głośnych fiest, z popijania cydru i wielkich szynek zawieszonych w okiennicach klimatycznych knajp. Po kilku dniach „fiestowania” i bardzo intensywnych imprez byłyśmy dość zmęczone. Na papierowej mapie znalazłyśmy kropkę wielkości naszych rodzinnych Brus. LLANES. „To musi być małe. Na pewno nie ma tam dzisiaj imprezy, jedziemy!” – zgodnie stwierdziłyśmy. Złapałyśmy na stopa auto, z którego wyskoczył zaskakująco przystojny Adiś (tak go nazywałyśmy). „Hi girls, Are you going to Llanes? For fiesta?”. I nagle plan diabli wzięli i z radością usiadłyśmy w aucie Adisia i Grzesia – przesympatycznych Hiszpanów, którzy zawieźli nas w samo centrum imprezy. Tamtej nocy nam towarzyszli – uczyli poprawnie nalewać cydr, opowiadali o typowych hiszpańskich daniach i zapewniali, że oślizgłe macki ośmiornic, wystające z ogromnych, parujących garów to smakowity przysmak.

Gdy zbliżała się północ postanowiłyśmy się pożegnać i poszukać noclegu. Chłopaki pomogli nam znaleźć miejsce na klifie. Był tam murek na planie koła, wysoki może na 1,5 metra. W środku rozstawiłyśmy swój maleńki namiot i pożegnałyśmy się, wymieniając się wcześniej numerami telefonów. Ciemność nie pozwoliła nam odpowiednio ocenić okolicy a zmęczenie ciągnęło bardziej do namiotu niż do biegania wokół naszej twierdzy z latarką. Prędko usnęłyśmy.

Rano wyszłam z namiotu jako pierwsza. Przetarłam zmęczone oczy i zaniemówiłam – lecz tylko na kilka sekund, bo chwilę później wymsknęło mi się niesmaczne przekleństwo. „Co jest…?” – spytała Magda. Przekleństwo się powtórzyło. „No co się dzieje?!”. Nie byłam w stanie wytłumaczyć. „Wyjdź i zobacz sama”.

Za naszymi plecaki rozciągał się pas Gór Kantabryjskich. O wschodzie słońca kolory zbocza były wyjątkowo piękne. Natomiast z drugiej strony, razem ze ścianką naszego muru kończył się grunt. Dalej tylko głęboka przepaść wpadająca do oceanu. Siedząc na murku, ze zwisającymi w dół nogami zjadłyśmy skromne śniadanie i z nieopisanym szczęściem przyglądałyśmy się cudownym widokom, które mamy w głowie tylko dzięki pamięci, bo starym aparatem udało się zrobić zaledwie dwa zdjęcia. (RESZTA ZDJĘĆ, ŹRÓDŁO GOOGLE MAPS)

WSPÓŁRZĘDNE 43°25’34.4″N 4°45’54.2″W

Z WIDOKIEM NA MONT BLANC

Rzecz działa się w 2018 roku, zaraz po moim pierwszym winobraniu. Na moje szczęście podczas zbiorów poznałam czworo wspaniałych ludzi – dwójkę Francuzów oraz Dominikę i Pawła z Polski. Tak się stało, że pod wpływem mojej spontanicznej deklaracji o chęci wyjazdu w Alpy oraz prawdopodobnie pod wpływem burgundzkiego wina, wszyscy zdecydowali się ruszyć w jednym kierunku zaraz po zakończeniu pracy. Spakowaliśmy się w maleńkie auto Vala i ruszyliśmy do Chamonix. Stamtąd rozpoczęliśmy szlak na szczyt Le Brevent. Dała nam się we znaki osłabiona kondycja, ale mimo to uśmiechy nie schodziły z naszych twarzy. Na górze poczuliśmy pierwsze oznaki zbliżającej się zimy i zbyt szybko nadchodzący zmrok. Ze szczytu zbiegliśmy, podśpiewując, wygłupiając się i non sto wyprzedzając na krętych, leśnych drogach – jak dzieciaki, wybiegające ze szkoły. Wstąpiliśmy do sklepu, kupiliśmy makarony i pastis. Ruszliśmy na poszukiwanie dobrego miejsca na sen, co w górskich terenach nie jest najprostsze. Ale udało się. Niewielka polanka, z leśnym oknem wypadającym wprost na najwyższy szczyt Europy.

O poranku ugotowaliśmy przepyszne śniadanie, które pomogło strawić spożytkowany noc wcześniej, mocny alkohol. Podawaliśmy z rąk do rąk jedyną w towarzystwie lornetkę i spoglądaliśmy na ludzi, których z łatwością można było dostrzec na trasie na Mont Blanc. Zdobywających kolejne bazy, wyczekujących szczytu, walczących ze zmęczeniem. To była magiczna chwila, zbliżająca nas wszystkich. Myślę, że to ona zdecydowała o tym, że rok później, bez umawiania się, drogi naszej piątki ponownie się skrzyżowały.

Współrzędnych niestety nie jestem w stanie podać.       

ALBAŃSKIE ŁAŹNIE

Jesteśmy ponownie w 2018 roku. Razem z przyjaciółką ruszyłyśmy chyba w najbardziej spontaniczną i nieplanową podróż w naszej historii. Byłyśmy akurat w Albanii, gdy Magda zdecydowała się wykorzystać swój urodzinowy bon na obiad. Tego roku nie kupiłam jej prezentu, ale powiedziałam, że podczas podróży – gdy tylko będzie chciała – pójdziemy na smaczny obiad, za który zapłacę. Uwierzcie – żyjąc na marketowym jedzeniu taki obiad jest jak uczta u króla. Wybrałyśmy jedną z restauracji i zaczęłyśmy spóźnione świętowanie urodzin.

Młody kelner był wyraźnie zainteresowany nami i naszą obecnością w Himarze. Korzystając z jego znajomości angielskiego, oraz tego, że w tamtym miasteczku się wychował, zapytałyśmy czy zna jakieś miejsce, w którym mogłybyśmy bezpiecznie spędzić noc. Natychmiast znalazł dla siebie zastępstwo i wspólnie ruszyliśmy w jego ulubione miejsce. Byliśmy na bardzo kamienitym wybrzeżu, a między skałami było stworzone – ludzką ręką – płaskie podwyższenie wielkości niewiele większej niż naszego namiotu, do którego prowadziło kilka schodków. Wokół natomiast było mnóstwo zatoczek, tworzących naturalne baseny, w których mogłyśmy bezpiecznie pływać, nurkować i wziąć prowizoryczną kąpiel. Całość przypominała naturalne łaźnie. Zresztą – spójrzcie na zdjęcia.

WSPÓŁRZĘDNE: 40°06’00.1″N 19°44’10.7″E

Pozostałe kategorie

Instagram

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed. New posts will not be retrieved.

There may be an issue with the Instagram access token that you are using. Your server might also be unable to connect to Instagram at this time.

1 komentarz

  1. Patka

    Cudowne widoki 😍 na pewno kiedyś rozłożę swój namiot w tych miejscach 💕⛺

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.